REKLAMA

odcinek5.pdf

ITERACJA - Powieść SF w odcinkach. Tom 1, 26 odcinków.

ITERACJA - Powieść SF w odcinkach. https://obrazki.elektroda.pl/8542619300_1587742704_bigthumb.jpg Życzymy wszystkim zdrowia a czytelnikom dodatkowo przyjemnej lektury :) ================================================ Nota od autorów: Copyright MMXX by Mariola Szelczyńska i Mariusz Polański, Wszystkie prawa zastrzeżone. Treść książki "Iteracja" wyżej wspomnianych autorów nie może być kopiowana ani powielana w jakiejkolwiek postaci bez zgody autorów. Wszelkie podobieństwo postaci i sytuacji występujących w książce do rzeczywistych osób lub zdarzeń jest niezamierzone i całkowicie przypadkowe. Intencją autorów jest dostarczenie czytelnikom rozrywki a nie kształtowanie ich światopoglądu w jakimkolwiek aspekcie. Dodałem copyright. Za zgodą Autorów pozwoliłem sobie umieścić przedmowę. Grafika tytułowa jest mojego autorstwa. Przedmowa Czy powiązanie mitologii z religią ma sens? Czy Anioły istnieją/istniały naprawdę, i czy arka przymierza to tylko mit czy prawda? Trudne pytania, i jeszcze trudniejsze odpowiedzi. Tezy zaprezentowane w powieści dają do myślenia. Być może rasa Aniołów, czy też innych istot pozaziemskich od wieków manipuluje ludzkością. Czy technologiczna doskonałość, i sprawność ukrytych funkcji mózgu ludzkiego może być odbierana jako "boskie działania? Tezy postawione w powieści miejscami zaskakują, ale kto wie gdzie leży prawda. Autorzy sprytnie powiązali różne fakty i mity oraz zdarzenia z przeszłości, i jest w tym być może część prawdy. Daje to czytelnikowi do myślenia... A jeśli tak było naprawdę? Pozostawiam do oceny czytelnikom. Mariola i Mariusz, świetna robota! ArturAVS


Pobierz plik - link do postu

Ulf z trudem wgramolił się na swoje siedzenie strzelca.
- Jedzenie na noc to nie jest dobry pomysł, - skonstatował żartobliwie.
- Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości, ale niejedzenie to jeszcze gorszy pomysł, - odparł Mag
gramoląc się na miejsce z przodu pojazdu.
Żarłok pozostawiony sam na placu boju rozejrzał się niepewnie. Chwycił w swój potężny dziób talerz,
który przeoczyli zbierając śmieci i spojrzał na Maga, który był ciekaw, co Świstogon zrobi. Nie obawiał się
go, więc każdy wybór dokonany przez nowego towarzysza będzie właściwy.
Włączył czołowe światła fazolotu sygnalizując zamiar odjazdu. Żarłok niezdarnie zbliżył się do pojazdu i z
potężnym zamachem wskoczył na wcześniej zajmowane miejsce na działku plazmowym tuż za głową
Ulfa. Nikt z nich nie miał nic przeciwko takiemu rozwiązaniu. Potężne szpony zacisnęły się na metalowej
lufie miotacza dając ptakowi doskonały chwyt. Żarłok wypuścił z dzioba talerz, który z głośnym brzękiem
odbił się od głowy Ulfa i wylądował na ziemi. Fazolot ruszył w dalszą drogę ku odległemu wąwozowi.
Noc mijała spokojnie. Gwiazdy zmieniały się jak w kalejdoskopie. Jedne znikały, inne pojawiały się na ich
miejsce. Czasem przemknęła spadająca gwiazda kończąc swoją epicką wędrówkę w ognistym spektaklu.
Powoli zbliżała się północ. Teren zaczął się powoli obniżać zostawiając wysokie szczyty za podróżnikami.
Jeszcze kawałek i dotrą do wąwozu. Fazolot zwolnił do prędkości piechura i po stu krokach zatrzymał się.
Byli na miejscu tyle, że po przeciwnej stronie wąwozu niż wcześniej. W światłach pojazdu nie widzieli
przeciwległej ściany, z której obserwowali złoże Quadrium. Żarłok wydawał się spać na swoim działku i
nie obchodziło go to, co robili jego kompani. Ulf tymczasem wyprowadził robota geologicznego z
ładowni i uruchomił jego zaawansowane funkcje. Skalibrował spektrometr i wprowadził parametry
poszukiwanego złoża. Odłączył ekran panelu sterującego, by widzieć to, co robot będzie widział
poszukując minerału.
- Możemy zaczynać, - zakomunikował głośno. Strumień, w którym Świstogon gasił pragnienie w
południe, teraz, w ciszy nocy, zdawał się grzmieć jak wodospad.
Mag nie pił od ostatniego posiłku i bardzo doskwierało mu pragnienie. Napełnił więc bidon wodą ze
strumienia i pociągnął kilka solidnych łyków. Podał bidon Ulfowi, który poszedł ochoczo w jego ślady
osuszając pojemnik paroma solidnymi łykami. Mag ponownie napełnił pojemnik i go zakręcił. Będzie
zapas na drogę powrotną. Mieli wprawdzie wodę, ale nie taką krystalicznie czystą.
- Zaczynaj, - Mag dał znak by Ulf rozpoczął poszukiwania.
Robot uniósł się i zawisł nad przepaścią. Wystawił swój spektrometr tak, by łatwo mógł identyfikować
skład mijanych złóż. Ulf zwolna opuścił robota poza krawędź wąwozu, zręcznie manewrując rękawicą
sterującą. Robot powoli mijał różnokolorowe warstwy geologiczne sygnalizując wszystkie napotkane
związki chemiczne, pierwiastki i minerały. Mijały długie minuty a poszukiwanego złoża ani śladu.
Maszyna zeszła już prawie do samego dołu wąwozu.
- Mag, w jakiej okolicy przedtem zidentyfikowałeś to złoże?
- Gdzieś na przecięciu wodospadziku i białej poziomej warstwy. Dlatego sądziłem, że właśnie ta biała
substancja to Quadrium. Sprawdź w tej okolicy kilka warstw powyżej i poniżej białej. Gdzieś musi być
nasz skarb.

Ulf skierował robota we wskazanym kierunku i czekał, uważnie obserwując wskazania na ekranie
zdalnego sterowania. Trochę w górę, trochę w dół, troszkę dalej i jeszcze trochę w bok.
- Nic. Kamień w wodę. Nigdzie ani śladu, - Ulf zagapił się trochę i niechcący skierował robota prosto pod
wodospadzik, z którego wcześniej pili wodę. Robot był jednak wodoodporny i nie mogło mu to
zaszkodzić. To w końcu sprzęt do pracy w terenie.
Robot zawarczał ostrzegawczo sygnalizując wykrycie poszukiwanego minerału.
- Jest! - Ulf wrzasnął tak głośno, że aż Żarłok otworzył jedno oko, by sprawdzić, co się dzieje. - Nareszcie
mamy Quadrium.
Robot był cały pochlapany wodą. Ulf wyprowadził go na powierzchnię, by przetrzeć sensory
spektrometru i sprawdzić czy nic nie uszkodziło ich „maszyny górniczej”. Robot nadal popiskiwał
sygnalizując obecność Quadrium, mimo iż jego spektrometr oglądał właśnie wielką twarz Ulfa gapiącą się
na robota.
Ulf zastanawiał się czy robot nie jest uszkodzony, ale poza wodą nic nie spadło na urządzenie. Suchą
szmatką przecierał wszystkie okienka i wzierniki na obudowie. W końcu robot umilkł dając odpocząć ich
uszom od pisku swojego sygnalizatora.
- No nareszcie cicho, - Ulf odetchnął z ulgą. - Czyli nie popsuliśmy zabawki Zielińskiego.
Mag jednak był innego zdania. Sięgnął po butelkę wody i wylał ją bezceremonialnie na osuszonego
robota. Ulf już otworzył usta by wyrazić swój protest, gdy sygnalizator znów rozpoczął swoje
popiskiwania wwiercając się w uszy wysokimi tonami.
- Długo moglibyśmy szukać, - oświadczył cicho Mag.
Po paru minutach mieli już pewność. Quadrium znajdowało się w wodzie strumyka.
- Szukamy, zatem złoża, które może być wszędzie. Poszukiwania mogą zająć tygodnie albo i dłużej.
Stężenie w wodzie jest niewielkie i sięga najwyżej jednej części na milion, - Mag był wyraźnie
rozczarowany.
- Można by czerpać wodę i ją odparowywać. Wprawdzie to tylko kilka litrów na sekundę, ale i tak
otrzymamy gram czystego Quadrium z każdego metra sześciennego wody.
- To dobre do badań a my potrzebujemy sporo tego do deflektorów i innych urządzeń. Nie mamy pojęcia
o rzeczywistych właściwościach tego minerału, ale sądząc po Trifortium wciąż trzeba będzie tego kilka
ton. Musimy znaleźć złoże.
Obaj spojrzeli z powątpiewaniem na strumyk niknący powyżej w ciemnościach nocy.
- Po ciemku nie damy rady, - Podjął Mag. - Musimy zaczekać aż będzie jasno. Zarządzam nocny biwak.
Obaj mężczyźni wzięli wszelkie pojemniki, jakie znaleźli w swoich zasobach i sukcesywnie napełniali je
wodą ze źródełka. Wydajność strumyka nie była duża toteż czynność ta zabrała im ponad godzinę. W
nagrodę mieli około stu litrów wspaniałej źródlanej wody. W międzyczasie Żarłok się obudził i również
skorzystał z wody w źródełku. Pił długo i wyraźnie delektował się jej nadzwyczajnymi walorami
smakowymi. Ugasiwszy pragnienie zgarnął trochę liści i gałązek na kupkę, i zrobił sobie na niej posłanie.
Wtulił dziób pod skrzydło i zasnął snem sprawiedliwego.

Panowie byli wyczerpani brakiem snu i pracą, jaką właśnie wykonali. Ułożyli śpiwory na ugniecionej
trawie i udali się na spoczynek.
Pierwsze promienie słońca święcące im w twarze nie pozwoliły na wylegiwanie się. Obaj wstali i po
krótkiej toalecie w wodach źródełka przypomnieli sobie o zapasach z poprzedniego kempingu. Mag
chciał zgolić swoją trzydniową brodę, która nadawała jego twarzy nieco dziki wygląd, ale nie było czasu
na takie detale, więc zrezygnował z tej odrobiny luksusu, której zwykle sobie nie odmawiał.
Wszyscy troje posilili się jeszcze ciepłym pieczystym i popili wodą źródlaną.
- Jeśli nie szkodzi Świstogonowi to nam też nie powinna, - ogłosił Ulf pijąc wodę z garnuszka. - Zimna jest
najlepsza.
- Przekonamy się na własnej skórze, ale chwilowo nie mamy innej wody. Mogliśmy wszystkiej nie
wylewać w nocy, ale kto o tym wtedy mógł pomyśleć. Poszukajmy źródła naszego czarodziejskiego
potoku.
Wspinali się powoli podążając za biegiem strumienia. Stok nie był bardzo stromy, więc szło im dość
łatwo, mimo iż nie mieli specjalnego sprzętu do wspinaczki. Mogli użyć robota do tej pracy, ale prędzej
czy później strumień gdzieś zniknie i wtedy robot nie na wiele się zda. Wspięli się już o ponad dwieście
stóp nad poziom obozu, gdy źródełko zaczęło się rozmywać i niknąć wśród kamieni.
- No to mamy koniec wycieczki, - ogłosił Mag. - Bez specjalistycznego sprzętu nic nie znajdziemy.
Stok ciągnął się jeszcze dalej w górę. Nie przyglądali się górze z daleka, ale mogli mieć jeszcze z pół mili
do szczytu. Kilka stóp nad nimi była szeroka półka skalna, na której Żarłok tarmosił jakiegoś
nieszczęsnego gryzonia, który nie zdążył umknąć do nory przed jego śmiercionośnym dziobem. Połknął
go w całości, mimo iż godzinę wcześniej wciągnął solidne śniadanie. Alpiniści dołączyli do ptaka i bez
żenady rozłożyli się na półce nie pytając o zgodę. Żarłok nie protestował, jednak przesunął się w tył i
gwałtownym ruchem pochwycił w dziób kolejnego nieszczęsnego futrzaka, który nieopatrznie wystawił
nos z obszernego wejścia do jakiejś kryjówki.
- Patrz, - Ulf wskazywał na kryjówkę futrzaka, którego Świstogon właśnie konsumował ze smakiem. Ciekawe, co jest dalej. Sprawdzę czy da się tam wejść.
Wstał z miejsca i wziąwszy latarkę oraz kawałek patyka do obrony podszedł do kryjówki gryzoni. Żarłok
nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, ale tylko cicho gwizdnął na znak dezaprobaty dla takiego
bezczeszczenia jego terenów łowieckich. Odsunął się jednak rozumiejąc, że inni też chcą coś dobrego
zjeść.
Wylot jamy był tak obszerny, że Ulf mógł swobodnie wpełznąć po pas do środka i rozejrzeć się. Zapalił
latarkę i aż mu dech zaparło. Gapiła się na niego para niebieskich oczu osadzona w twarzy
przypominającej mu kogoś znajomego. Odruchowo zgasił latarkę i czekał w gotowości na cios. Nic
takiego jednak nie nastąpiło. Nie słyszał nic poza własnym oddechem i szumem, typowym dla dużych
muszli. Wycofał się ostrożnie z wejścia i usiadł intensywnie myśląc. Mag obserwował towarzysza
uważnie.
- Diabła tam zobaczyłeś, czy co?

- Sam zobacz, - Ulf już wiedział, co zobaczył, ale nie chciał psuć zabawy Magowi. - Masz, - podał mu
latarkę, którą trzymał w ręku.
Mag ostrożnie wpełzł do środka i tak jak jego towarzysz zapalił ją gwałtownie, by zaskoczyć
ewentualnego przeciwnika. Wyskoczył z jaskini jak oparzony. Skąd w takiej okolicy dzicy mieszkańcy?
Nikt nie donosił o niczym takim...
Nagle obaj ryknęli śmiechem aż Świstogon się cofnął. Gdy już się uspokoili Mag wstał i metodycznie
zaczął badać ścianę skalną. Na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżniała, ale bliższe badanie ujawniało
subtelne poziome linie, jakie nie mogły być dziełem naturalnych procesów. Wyjął czekan, który wziął na
wyprawę w góry i tępym końcem zaczął opukiwać każdy cal ściany. Ulf szybko dołączył i obaj
metodycznie posuwali się wzdłuż ściany. Półka okazała się dużo dłuższa niż pierwotnie zakładali.
Posuwając się powoli w lewo wzdłuż ściany Mag dotarł do dwóch dziwnych zagłębień znajdujących się
na wysokości jego kolan. Uważnie je zbadał i nie stwierdziwszy zagrożenia powoli przykucnął i wsunął
ramiona jednocześnie w oba zagłębienia. Po chwili w ścianie skalnej ukazała się pionowa szczelina, która
powoli się rozwarła całkowicie ukazując wejście do ciemnego hallu połyskującego łagodnie w
promieniach porannego słońca. Żarłok zza pleców Ulfa ciekawie przyglądał się tajemniczemu wejściu
gotów schować się w razie zagrożenia.
Mag włączył latarkę i skierował ją do wnętrza. Jego oczom ukazał się długi hall o gładkich ścianach
połyskujących ciepłym, metalicznym blaskiem.
- Ulf, zostań na zewnątrz i gdybym nie wrócił za kwadrans otwórz ponownie wejście, jeśli się zamknie za
mną. Nie wiem czy da się je otworzyć od środka.
- Uważaj, bo nie wiadomo czyje to jest. Wygląda wprawdzie na dawno nieużywane, ale nigdy nie
wiadomo, jacy gospodarze to zostawili i w jakim celu.
- Za kwadrans, gdy wrócę pomyślimy, co dalej, - Mag zagłębił się w korytarz. Gdy tylko minął wejście,
wnętrze rozjarzyło się łagodnym białym światłem. Drzwi za nim zatrzasnęły się w ułamku sekundy jakby
chciały go zamknąć w pułapce.

OBCY
Mag ostrożnie podążał korytarzem przed siebie. Po dziesięciu krokach ściana rozstąpiła się przed
nim ukazując przestronne pomieszczenie z sufitem wysoko ponad głową mężczyzny. Rozglądnął się
ostrożnie wokół. Część ścian pokryta była dziwnymi inskrypcjami w nieznanym języku. Tuż obok
znajdowały się błyszczące tafle przypominające ekrany, ale nic nie wyświetlały. Pomieszczenie było
sterylnie czyste jakby przed chwilą roboty sprzątające zakończyły pracę. Środek sali zajmowało podium z
wysoko umieszczoną poprzeczną poręczą niewiadomego przeznaczenia. Przed nią był jakby podest z
jakimiś urządzeniami i tablica z rzędami pól w rożnych kolorach. Mag z trudem mógł dojrzeć to, co było
na pulpicie, gdyż był po prostu za niski. Z trudem wdrapał się na poprzeczkę i dopiero zobaczył salę z
właściwej perspektywy. Wokół niego ukazały się obrazy zapełniające ścienne wyświetlacze różnymi
wykresami, słupkami i tańczącymi liniami w rożnych kolorach. Mag zszedł z podwyższenia i spektakl
natychmiast zniknął. Późnej będzie czas na dokładne badanie tego zjawiska. Obszedł salę naokoło
przyglądając się każdemu detalowi jej wystroju. Poręcze prowadzące do wyjścia w przeciwległym końcu

sali były tak wysoko, że musiał stanąć na palcach, by do nich dosięgnąć. Na razie nic z tego nie rozumiał,
jednak czas mijał nieubłaganie i trzeba było zawrócić do wejścia. Pomieszczenie najwyraźniej nie chciało
go więzić, gdyż dotarł do wejścia bez problemów. Nie dostrzegł żadnych zagłębień służących do otwarcia
drzwi, więc spokojnie poczekał aż same się otworzą za sprawą sił zewnętrznych. Drzwi rozwarły się na
całą szerokość tak jak uzgodnili. Mag wyszedł na półkę skalną i usiadł. Ulf z Żarłokiem czekali
niecierpliwie na sprawozdanie.
Po dłuższej chwili zastanowienia Mag spojrzał na kompanów i powiedział.
- Nie wiem, kto to zbudował ani w jakim celu. Wewnątrz są symbole w nieznanym języku oraz
urządzenia, których przeznaczenia nawet nie usiłuję się domyślić. Trzeba to zobaczyć na własne oczy. Ale
najpierw musimy się dowiedzieć jak otwierać tę puszkę od wewnątrz. Stanie przed drzwiami nic nie daje.
Sprawdziłem. Ulf, może Tobie się uda coś wymyślić? Pakuj się do środka. Za trzy minuty otwieramy z
zewnątrz.
Ulf spojrzał krytycznie na wejście. Postąpił dwa kroki i upewnił się.
- Trzy minuty.
Mag skinął głową uspokajająco. Olbrzym, którego postura pasowała bardziej do przestronnego wejścia
powoli przekroczył granicę obcego obiektu. Tak jak poprzednio wrota zatrzasnęły się w ułamku sekundy.
Mag spoglądał na swój zegarek odliczając trzy minuty sekunda po sekundzie. Nagle, gdy doszedł do stu
sekund wejście otwarło się powoli ukazując rozpromienioną twarz Ulfa.
Mag i Żarłok byli wyraźnie zaskoczeni widząc towarzysza po tak krótkim czasie.
- Wystarczy dotknąć wrót obiema rekami i lekko pchnąć, - przybysz wyjaśnił tryumfalnie.
- Świetnie Ulf. Wiemy już, zatem jak działa wejście. Jak na początek nieźle, ale nie możemy spędzić tu
całego dnia. Nie jestem pewien, co okaże się dla nas ważniejsze, ale najlepiej zakończyć to, co
zaczęliśmy. Do budowli w skale wrócimy, gdy uporamy się z naszym najważniejszym zadaniem.
- Nie wydaje Ci się, że złoże Quadrium może mieć coś wspólnego z tym Czymś? Może To siedzi na złożu z
jakiegoś powodu? Rozpocząłbym poszukiwania od tej nory, przy której nasz Żarłok się posilał.
- Czytasz mi chyba w myślach. Już drugi raz przyłapałem Cię na zabawie w telepatę, - zaśmiał się Mag.
Ulf starannie oznaczył miejsce, w którym się znajdowali. Powoli wrócili na kraniec półki gdzie widniała
pieczara z „obcymi” w środku. W plecakach mieli saperki, więc ich dobyli i zaczęli poszerzać wejście do
pieczary. Okazało się, że dość łatwo ziemia oblepiająca błyszczące poszycie, na które trafili ustępowała
pod ciosami saperek. W godzinę odsłonili wielki kawał błyszczącej ściany. Posuwali się w kierunku
źródełka, które nikło wśród kamieni kilka kroków niżej. Błyszcząca ściana nagle kończyła się na poziomie
półki skalnej, na której stali. Niżej była skała i ich sprzęt na nic się zdał.
- Pójdę po naszego wiernego robota, - Ulf zaoferował ocierając czoło z potu. - Może jego świder sobie z
tym poradzi.
- Dobrze. Przyglądnę się w tym czasie dokładniej okolicznym skałom. Może znów coś odkryję, - Mag
zaśmiał się tajemniczo.

Ulf odłożył narzędzie pracy i sprawnie zszedł w dół po robota geologicznego. Mag zbadał okolicę gdzie
źródełko znikało, ale nic szczególnego nie odkrył. Najlepiej będzie użyć słabych ładunków kruszących do
obluzowania skał. Robot pewnie ma coś takiego w swoim arsenale.
Po dobrym kwadransie zza drzew poniżej półki wyłonił się najpierw Żarłok a następnie robot, który
dzielnie parł w górę unosząc Świstogona siedzącego dumnie na jego pokrywie. Gdy robot opadł na półkę
obok Maga, Świstogon dumnie gwizdnął po swojemu i zeskoczył z niego z gracją. W chwilę później
ukazał się Ulf gramolący się z wysiłkiem pod górę. Usiadł na półce skalnej i przez dłuższą chwilę
odpoczywał. Mag nie zwykł się spieszyć, więc wszyscy delektowali się przez kolejne kilka minut rześkim
górskim powietrzem.
Mag uruchomił panel kontrolny i przejrzał dostępne środki. Jest materiał pirotechniczny w płynie. Ruszył
w kierunku źródełka a robot posłusznie poszybował za nim. Kilkoma prostymi poleceniami wytłumaczył
robotowi, czego chce dokonać. Konstruktorzy widocznie wyposażyli robota nie tylko w świdry i łopatki,
ale także w całkiem zaawansowaną inteligencję, bo ten niezwłocznie przystąpił do pomiarów otoczenia.
Pobrał próbki skał za pomocą małego świdra i dokonał tajemniczych obliczeń. Następnie zasygnalizował,
by wszyscy się cofnęli na bezpieczna odległość i w starannie zaplanowanych miejscach wstrzyknął ściśle
odmierzone porcje materiału wybuchowego. Sam również oddalił się na kilkanaście kroków i odpalił
podłożone ładunki. Głośny grzmot detonacji przetoczył się przez okolicę. Pył i odłamki skał poszybowały
w dół zbocza. Pył opadał odsłaniając grubą na kilkanaście stóp warstwę szarej, metalicznej substancji,
przez którą przesączała się woda tworząc poniżej wąski strumyczek płynący poprzednim korytem w dół
zbocza. Robot wrócił na miejsce naprzeciw odsłoniętego pokładu szarej substancji i pisnął tryumfalnie na
znak, że znalazł poszukiwany minerał.

PRAWDZIWA MOC
- Trudno oszacować ile tego jest, ale nawet skromnie licząc wystarczy na wiele lat, - Ulf patrzył
na pobrane próbki z nieukrywanym zachwytem. MC już pewnie się niepokoi. Mieliśmy wrócić rano a tu
już prawie południe.
- Odkrywanie jest czasochłonne i bardzo męczące, - dodał Mag protekcjonalnym tonem. - Skoro już
mamy minerał to chyba wylejemy tę wodę. Będzie lżej w drodze powrotnej.
- Nie! - Ulf zaprotestował. - Trochę się namęczyliśmy przy jej zbieraniu. Szkoda się jej pozbywać. Może
jeszcze się przydać na przykład do podlewania roślin. Kto wie, jakie właściwości w niej drzemią? - Ulf
ostentacyjnie napełnił swój kubek wodą, która wypływała wprost spod złoża i opróżnił go kilkoma
łykami.
- Masz rację. Trzeba to sprawdzić. Znam nawet kogoś, kto się bardzo ucieszy z takiego prezentu. Samira
ma ogród z mnóstwem różnych roślin. Sądząc po tutejszej florze coś na rzeczy może być.
Żarłok poparł ich zdanie pijąc ze źródełka z wyraźną przyjemnością.
- Zachowujemy się jak głupcy. To, że Świstogon pije tą wodę nie może być dowodem jej nieszkodliwości.
Nic na ten temat nie wiemy a pijemy bez zastanowienia. Ty nawet więcej wypiłeś ode mnie. Na razie nic
nam nie jest, ale dzień jest długi. Skaner nie wykrył w niej żadnych szkodliwych związków ani żyjątek, ale
nie wiemy jak działa Quadrium na nasz organizm.

- Masz rację. Uwierzyliśmy bezkrytycznie ptakowi, o którym nic nie wiemy. Dopiero zaczynamy go
poznawać. Kto wie, jakie niespodzianki dla nas ma pod skrzydłami?
Załadowali sporą porcję próbek minerału do zasobników robota i odesłali go w dół do fazolotu.
Zebrawszy narzędzia podążyli ostrożnie za nim. Na dole posilili się resztką pieczystego, gdyż ciężka praca
nadwątliła ich siły. Właściwie to poza obietnicą daną Zielińskiemu nic nie obligowało ich do
natychmiastowego powrotu do Oho. MC znany był z tego, że zawsze wszędzie się spóźniał, więc czuli się
poniekąd usprawiedliwieni pozostając w górach.
- Czekaliśmy na Quadrium od początku istnienia świata, więc nic się nie stanie, jeśli świat poczeka jeszcze
kilka godzin. Mam wielką chęć wrócić do budowli na górze i ją troszkę poeksplorować. Może uda się nam
znaleźć związek między nią a Quadrium, bo daję sobie rękę uciąć, że takowy istnieje. Nie wierzę w
przypadki zwłaszcza w takich kwestiach.
- Przyznam, że również mam taki zamiar, ale musimy się zabezpieczyć na wypadek, gdyby coś nam się
stało, - Mag myślał trzeźwo jak zwykle.
Zaprogramował fazolot na automatyczny powrót do Centrum Geologii i Surowców, gdyby nie wrócili za
półtorej doby. Mag opisał dokładnie sytuację i znaleziska w logu pokładowym. MC będzie wiedział, co
zrobić. Będzie też mógł ewentualnie wysłać jakąś ekspedycję ratunkową. Załadowali trofea do fazolotu.
Sprzęt obozowy, broń i śpiwory pozostawili na trawie na wypadek, gdyby im przyszło tu koczować przez
dłuższy czas.
Podczas, gdy mężczyźni zajęci byli ważnymi sprawami Świstogon postanowił uzupełnić swoje zapasy
energii i wyruszył na polowanie. Zanim skończyli ich towarzysz zjawił się niosąc w dziobie sporej
wielkości zwierzę, którego dotąd nie widzieli, ale wyglądało na jadalne. Po krótkich negocjacjach Żarłok
oddał swój łup Ulfowi, który zapakował go w hermetyczną folię, by się nie popsuł do ich powrotu.
Świstogon gwizdnął dwa razy z dezaprobatą, ale widocznie najadł się do syta, gdyż dłużej już nie
oponował.
- Przy nim nie zginiemy z głodu, - Ulf pochwalił Świstogona. - To urodzony myśliwy. Nawet ja nie
miałbym z nim szans na łowach.
- No to mamy posiłek na później. Możemy, zatem ruszać, - Mag zarzucił sobie plecak na ramię i ruszył w
górę.